GeeCON - Czy konferencje społecznościowe umierają?
2010-05-17 16:07 Grzegorz Duda
Masę radości przyniosły mi prace przy organizacji konferencji GeeCON w 2009 roku. Jak każdy z organizatorów udzielałem się nie pobierając żednego wynagrodzenia za wkład w konferencję. Jednak po tej konferencji zrezygnowałem z udziału w organizacji GeeCON 2010. To była bardzo trudna decyzja, ale czy słuszna?
Dołączając do liderów JUGów i organizatorów konferencji (w tym także GeeCON) przyświecał mi jeden cel. Zrobić coś fajnego dla społeczności Javowej w Polsce. I na początku się udawało i wszystko było fajne, ale coraz częściej zacząłem dostrzegac problemy takiego podejścia. Głownym był brak osobowości prawnej i konieczność współorganizowania wydarzeń płatnych z partnerami, którzy taką osobowość posiadają. Jak zwykle wiążą się z tym problemy, bo nie dość że chodzi o pieniądze, to jeszcze trudno znaleźć partnera, któremu tak samo bardzo zależy jak Tobie. Skutek - wiele spraw ciągnie się dłużej niz powinno.
Drugi bardzo ważny powód, to brak centralnej osoby odpowiedzialnej. O ile rozproszona odpowiedzialność jest fajna, jeśli wszyscy mają taką samą wizję, o tyle w przypadku konferencji nie do końca się sprawdza. W decyzjach spornych brak jest osoby, która podejmie lepszą lub gorszą decyzję, ale ją podejmie i pchnie całość do przodu. Jak mawiał Napoleon - lepszy jeden słaby generał niż dwóch dobrych. Kilkunastu liderów konferencji powoduje, że wiele spraw mało istotnych trwa nieskończenie długo i brakuje czasu na naprawdę ważne rzeczy. W dodatku panuje wszechobecna asekuracja i niechęć do poniesienia ryzyka. Czy nas stać na zaroszenie prelegenta X z USA i pokrycie kosztów przelotu? Jak dużo możemy wydać na Y? Takie informacje potrzebne są bardzo wcześnie. Dużo wcześniej niż rejestracja pierwszego uczestnika, czy potwierdzenie kwoty sponsoringu. Niestety w przypadku konferencji społecznościowych brak jest osoby podejmującej ryzyko potencjalnej straty. A gdy już wiadomo jakie będą mniej więcej przychody, za późno jest na zapraszanie znakomitych prelegentów.
No i w końcu trzeci z elementów. Wypalenie zespołu. Jeśli zespół nie dostaje nic w zamian za swoje zaangażowanie w organizację konferencji, to jak wiele swojego wolnego czasu będzie w stanie poświęcić? Nie chodzi tu jedynie o wynagrodzenie finansowe, ale także np. wyjazd na konferencję. Przykładem może być komentarz Radka Holewy do wpisu na blogu Jacka Laskowskiego, który zamiast myśleć co w przyszłym roku można zrobić lepiej przy organizacji GeeCONa, marzy o rezygnacji i zajęciem się sensownymi rzeczami. Z takim podejściem nie można wygrać.
Czytając komentarze po tegorocznym GeeCONie np. na blogu Tomka Nurkiewicza, któremu brakowało prelegentów pokroju Scotta Davisa i innych znanych z JDD. Albo utrzymanym w podobnym tonie wpisie Pawła Stawickiego tylko utwierdzam się w przekonaniu, że moja decyzja była słuszna (w przeciwieństwie do Radka, nie żałuję ani chwili spędzonej na organizacji COOLuarów, NYAC - szczegóły wkrótce, czy JAVA exPress). I pojawia się pytanie: Czy konferencje społecznościowe, to takie, których organizatorzy pracuja za free? Czy wynagradzając ich np. wyjazdem na Devoxx nie spowodowałoby podniesienia jakości samej konferencji? Zwłaszcza patrząc na listę sponsorów wydaje się, że GeeCON, w myśl swojego motto, mógł bardziej potrząsnąć światem Javy w Polsce. Oczywiście organizatorom należą się wielkie brawa za ich zaangażowanie i masę pracy jaką wykonali przygotowując GeeCON. Ale czy to jest forma organizowania konferencji, która jest w stanie zagwarantować wysoką jakość? Od 2 lat pomagam (za darmo) przy wyborze prelegentów na JDD i 4Developers. Daję to, co umiem najlepiej, zostawiając Proidei to, co oni umieją najlepiej. Czy większe zaangażowanie społeczności przy współpracy z profesjonalistami od organizowania konferencji nie przyniosłoby lepszych rezultatów?
A może lżejsza i bardziej minimalistyczna forma konferencji byłaby rozwiązaniem? Wyeliminowanie wszystkich niepotrzebnych zajęć (identyfikatory, materiały reklamowe, torby, gadżety), które zajmują masę czasu, ale nie podnoszą jakości technicznej konferencji? A wolny czas przeznaczyć można na to, co istotne: znakomitej jakości prezentacje techniczne i możliwość łatwej wymiany wiedzy.
Jeśli tak jak ja, wierzysz, że wymiana wiedzy jest kluczowym elementem konferencji. Jeśli uważasz, że małe grupy i interakcja z prowadzącym mogą Ci w tym pomóc. Jeśli chcesz podyskutować z innymi developerami na tematy techniczne. To wróć wkrótce na dworld.pl a będziesz mógł się przekonać, czy COOLuary i NYAC to spotkania dla Ciebie. Póki co zarezerwuj sobie czas 19 - 20 czerwca. Kraków, najlepsi polscy prelegenci oraz wyborowe towarzystwo developerów czekają na Ciebie. Nie może Cię zabraknąć.


Co do poziomu konferencji – to tylko moje subiektywne odczucie. Były prezentacje wybitne i bardzo dobre, ale były też słabe i przeciętne. Każdy może je ocieniać inaczej. Podsłuchane głosy w kuluarach mówiły, że w tym roku po prostu w światku Javowym mało się wydarzyło. Inne podpowiadały, że największym wydarzeniem był Android i maszyna Dalvik i że brakowało silnej reprezentacji tej tematyki.
Jednak na końcu podkreślam, że za rok i tak wybieram się na GeeCON a kilka prezentacji naprawdę mnie zainspirowało. I chyba o to chodzi? Powodzenia życzę i czekam na kolejne edycje!
Czy w świecie Javy mało się wydarzyło? Nie sądzę. Tak wiele fuzji i przejęc nie było od dawna. A co z tak popularnym ostatnio polyglot programming? Tyle jezyków jest teraz dostępnych na JVM. Do tego wiele pojęć ponadczasowych, metodyk, zasad dobrego programowania. Devoxx to 5-6 ścieżek przez 3 dni i jest o czym mówić. Na JavaOne ciężko dostać się jako prelegent. Jest kilka dobrych tematów, więc nie tłumaczmy poziomu niektórych wykładów brakiem tematów.
Musisz być zalogowany, aby pisać komentarze.